Cena obywatelskiego zaangażowania w Puszczy Zielonce. Czy hejt i poniżanie aktywistów to codzienność w państwie prawa?
W Polsce działa tysiące organizacji społecznych. Łączy je jedno – poczucie odpowiedzialności za wspólne dobro i gotowość do działania tam, gdzie instytucje publiczne nie zawsze dają radę. Walczą o czyste środowisko, bezpieczeństwo mieszkańców, prawa człowieka, przestrzeń publiczną. Ich praca bywa cicha, żmudna i często wykonywana po godzinach, kosztem wolnego czasu, zdrowia i spokoju.
W Puszczy Zielonce aktywiści od lat monitorują teren lasów, ścieżek rekreacyjnych i chronionych ekosystemów. Zbierają dane o hałasie i zanieczyszczeniach. Alarmują władze, publikują raporty, wzywają do odpowiedzialności inwestorów i samorządy. Jednak dzisiaj walka o dobro wspólne oznacza mierzenie się z hejtem i presją społeczną, która potrafi wyczerpać bardziej niż same działania terenowe. Czy to naturalny koszt aktywizmu? A może sygnał, że jako społeczeństwo zagubiliśmy podstawowe zasady szacunku i debaty publicznej?
Kiedy dobro wspólne staje się powodem do ataku. Z czym muszą się mierzyć obrońcy Puszczy Zielonki?
Jeśli ktoś działa w interesie publicznym, powinien spotkać się z uznaniem i wdzięcznością. W praktyce jednak dzieje się odwrotnie. Aktywiści opowiadają o anonimowych wiadomościach pełnych wyzwisk. W przestrzeni publicznej słyszą, że są „sabotażystami”, „oszołomami” czy wręcz „terrorystami”, jakby samo zaangażowanie w sprawy społeczne wymagało publicznego wyroku.
Spór Puszczy Zielonki ze strefą spadochronową Sky Camp nie jest wyjątkiem. Aktywiści od lat walczą z hałasem lotniczym generowanym przez samolot turbośmigłowy, który płoszy zwierzęta i zaburza spokój mieszkańców.
Po jednej z demonstracji na oficjalnym fanpage’u ośrodka sportowego pojawił się post, pod którym w komentarzach zawrzała dyskusja. Jeden z internautów napisał: „Z terrorystami się nie negocjuje, z idiotami nie dyskutuje… Powodzenia w biznesie, a tymi smutnymi i zakłamanymi ludźmi się nie przejmujcie”.
To podręcznikowy przykład przemocy w sieci – wyzwiska i deprecjonowanie całej grupy społecznej działającej w imię dobra wspólnego. Dla mieszkańców i aktywistów, którzy chcą chronić lasy, ciszę i bezpieczeństwo otuliny, takie komentarze są formą zastraszania.
Do tego dochodzą niejasne pisma i korespondencja sugerująca możliwe „konsekwencje prawne” – często nieprecyzyjne, ale wystarczająco niepokojące, by wywołać poczucie zagrożenia.
„…wskazuję, iż w związku z zaistniałą sytuacją, wyżej wymienione podmioty mogą być zainteresowane podjęciem działań zmierzających do ochrony swojej firmy i dobrej reputacji. Analizowane są pod tym kątem działania podejmowane dotychczas przez Pana Mocodawcę oraz inne podmioty. – czytamy we fragmencie pisma od prawnika prezesa Sky Camp.
„Wasze organizacje powinny się liczyć z zainteresowaniem ABW” – usłyszeli przedstawiciele Fundacji Twoja Zielonka na jednym z posiedzeń Rady Gminy w Pobiedziskach.
Aktywiści stają się przedmiotem insynuacji dotyczących ich intencji, uczciwości, a nawet rzekomych powiązań, tworzonych po to, by podważyć ich wiarygodność.
„Sky Camp i właściciele lotniska powinni zgłosić na policję i pozwać tych cwaniaczków… Z opisu to jakaś zorganizowana grupa przestępcza, a nie normalni ludzie.” – czytamy na jednym z portali branżowych dlapilota.pl.
Czasem hejt i presja słowna przeradzają się w coś znacznie groźniejszego. Podczas jednej z demonstracji w obronie Puszczy Zielonki, w pewnym momencie w kierunku zgromadzenia wjechał zamaskowany mężczyzna. Świadkowie relacjonowali, że auto potrąciło jedną z osób i zniszczyło baner, którym próbowano się zasłonić. Dla obecnych był to jasny sygnał, że w eskalującej debacie publicznej granica między słowną agresją a zagrożeniem dla zdrowia i życia jest bardzo cienka.
Tego typu postępowania są przykładem SLAPP (Strategic Lawsuits Against Public Participation), czyli działań wymierzonych w osoby i organizacje działające w interesie publicznym. Nie są to zwykłe spory sądowe ani typowe sprawy cywilne – to pozwy i inne środki prawne mające na celu zastraszenie, zdyskredytowanie i wywołanie poczucia zagrożenia u aktywistów.
Więcej o tym, jakie formy przybiera SLAPP w sporze Puszczy Zielonki ze Sky Camp, przeczytasz tutaj: Zastraszani za walkę o wspólne dobro. Czy dyrektywa anty-SLAPP zapewni aktywistom ochronę prawną przed retoryką Sky Camp?
Hejt uderza w wizerunek i poczucie bezpieczeństwa aktywistów. Tam, gdzie ktoś walczy o wspólne dobro – bezpieczeństwo mieszkańców, ciszę w lesie, ochronę dzikiej przyrody – ataki na jego osobę są ciosem wymierzonym w całą społeczność.
SLAPP zaczyna się od słów – społeczny koszt hejtu i deprecjonowania aktywistów
Przemoc w debacie publicznej nie zaczyna się od krzyku ani fizycznej agresji. To ironiczne komentarze, docinki, zarzuty „nadwrażliwości”. To systematyczne podważanie wiarygodności, przedstawianie działań społecznych jako fanaberii, manipulowanie przekazem tak, by aktywista wyglądał jak kłopotliwy wichrzyciel.
Efekty są dotkliwe:
- Osłabiają zaufanie opinii publicznej – nie wiadomo już, czy wierzyć tym, którzy stają w obronie wspólnego dobra, czy tym, którzy nazywają ich „awanturnikami”.
- Pogłębiają polaryzację – dialog ustępuje miejsca walce o to, kto kogo zagłuszy. Każdy broni swoich racji jak terytorium. Nikt już nie pyta „dlaczego tak uważasz?” – pyta raczej „po której jesteś stronie?”.
- Zniechęcają ludzi do działania – coraz częściej słychać: „Po co mi to, szkoda zdrowia” albo „Nie chcę mieć potem problemów”. W głosach tych osób jest zmęczenie, ale też strach, że za zaangażowanie przyjdzie zapłacić zbyt wysoką cenę.
A kiedy nikt głośno nie protestuje, kiedy wszyscy udają, że nic się nie dzieje – może tak ma być? Może to normalne, że aktywiści muszą odpierać nieustanne ataki? Może trzeba się „przyzwyczaić”? Właśnie wtedy pojawia się ciche przyzwolenie na zastraszanie.
Organizacje społeczne skupione wokół Puszczy Zielonki cały czas walczą, ale hejt ma swoje skutki. Milkną głosy lokalnych liderów, z inicjatyw wycofują się osoby, które jeszcze niedawno były motorem zmian. Aktywiści boją się, że mieszkańcy nie będą chcieli zabierać głosu, że zamilkną w obawie przed konsekwencjami. A milczenie społeczności bywa równie groźne jak brak działań samych liderów
Tracą na tym całe społeczności lokalne, pozbawione ludzi, którzy do tej pory podnosili głos wtedy, kiedy inni milczeli. Z każdą taką osobą znika kawałek społecznej energii, odpowiedzialności i odwagi – wartości, których nie da się zastąpić żadnym urzędowym komunikatem, kampanią informacyjną ani pojedynczym apelem.
Czy w państwie prawa tak powinno wyglądać życie organizacji pozarządowych?
Państwo prawa to idea, w której każdy ma prawo do udziału w życiu publicznym bez obawy o represje. Powinno ono gwarantować, że każdy może swobodnie wyrażać swoje opinie, krytykować decyzje władz i podmiotów publicznych, działać na rzecz ochrony środowiska czy praw mieszkańców oraz angażować się w lokalne inicjatywy, wiedząc, że jego działania nie spotkają się z odwetem.
Tymczasem codzienność wielu organizacji pozarządowych wygląda inaczej. Aktywiści napotykają nękające działania prawne, agresję słowną, manipulacje w mediach i próby podważania ich reputacji. Zadają sobie wtedy pytania, które powinny być oczywiste w demokratycznym państwie: czy nasze działania są chronione? Czy prawo zapewnia nam odpowiednią tarczę?
Nie bez powodu Unia Europejska przyjęła dyrektywę anty-SLAPP. Ma ona na celu zapobieganie nadużyciom, które zamiast chronić porządek prawny, służą zastraszaniu tych, którzy chcą wziąć udział w debacie publicznej. Pozwy, wezwania, groźby procesowe – wszystko to mechanizmy, które mają wywołać strach, a nie rozwiązać spór. Dyrektywa ma je powstrzymać, zanim wyrządzą szkody, zanim milczące społeczności zaczną wątpić w sens aktywności obywatelskiej.
Demokracja nie istnieje bez aktywnych obywateli, a społeczeństwo nie może pozwolić, by ci, którzy stają w obronie dobra wspólnego, czuli się osamotnieni i zagrożeni. Jeśli prawo ma być parasolem ochronnym, musi działać zanim pojawi się zagrożenie, a nie dopiero po fakcie. Na szczęście na horyzoncie widać dyrektywę anty-SLAPP i pozostaje mieć nadzieję, że w Polsce będzie ona stosowana z taką samą konsekwencją, jak w innych państwach europejskich.
Zjednoczeni wobec problemu w Puszczy Zielonce – dlaczego społeczeństwo musi stanąć po stronie NGO-sów?
NGO-sy nagłaśniają problemy, które nie mieszczą się w logice budżetowej ani politycznej. Patrzą na ręce władzy i biznesu, sprawdzając, czy decyzje podejmowane w naszych imionach rzeczywiście służą dobru wspólnemu. Reagują na to, co dla mieszkańców naprawdę ważne – ciszę w lasach, bezpieczeństwo na terenach rekreacyjnych, przestrzeń do życia – nawet jeśli dla innych wydaje się to drobnym szczegółem.
W okolicach Puszczy Zielonki właśnie lokalne organizacje społeczne i grupy mieszkańców stają na straży odpowiedzialności wobec inwestycji wrażliwych na środowisko. Monitorują wpływ hałasu na przyrodę, weryfikują przestrzeganie przepisów w debacie o bezpieczeństwie publicznym i alarmują, gdy decyzje władz mogą zagrozić lokalnej społeczności. Działają, zanim szkody staną się nieodwracalne, zanim głos obywateli zostanie zagłuszony przez biurokrację lub interesy prywatne.
NGO-sy są społecznym „bezpiecznikiem”, który chroni interes publiczny wtedy, gdy instytucje nie nadążają, nie chcą lub nie potrafią zareagować. Wypełniają luki, przypominają o tym, co łatwo zignorować, monitorują procesy decyzyjne i mobilizują mieszkańców do aktywnego uczestnictwa. Osłabienie ich roli to zmniejszenie siły obywatelskiego głosu i ograniczenie możliwości mieszkańców do skutecznej kontroli władzy oraz ochrony własnej przestrzeni życiowej.
Bez aktywnych, odważnych i dobrze przygotowanych organizacji pozarządowych głos mieszkańców staje się coraz cichszy, a przestrzeń publiczna coraz bardziej podatna na wpływy silniejszych, bardziej zorganizowanych interesów. Jednak w Puszczy aktywiści nie ustępują, nie dają się zastraszyć i konsekwentnie bronią tego, co ważne dla całej wspólnoty.
Nazywajmy rzeczy po imieniu – hejt to przemoc, nie „koszt aktywizmu”
Powiedzmy wprost – hejt, szyderstwa, poniżanie aktywistów to nie jest „koszt aktywizmu” ani coś, co można po prostu zaakceptować jako naturalną część zaangażowania społecznego. To problem całego społeczeństwa, sygnał, że wspólnota nie radzi sobie z konfliktem, a prawo nie potrafi chronić tych, którzy działają w jej imieniu i dla dobra wszystkich.
Kiedy członkowie lokalnych organizacji pozarządowych w Puszczy Zielonce odbierają groźby, wyzwiska w komentarzach, obraźliwe insynuacje w mediach czy pisma o niejasnym charakterze, nie dzieje się to w próżni. Odbija się to na całej społeczności – mieszkańcy czują, że ktoś, kto stara się chronić ich prawa i przestrzeń, może zostać odrzucony, napiętnowany albo zastraszony. I w tym miejscu każdy z nas ma obowiązek zareagować.
Jako wspólnota musimy budować kulturę dialogu, w której rozmowa jest silniejsza niż agresja. Musimy reagować, gdy widzimy niesprawiedliwe ataki, zamiast przyjmować je jako „nieuniknioną część życia aktywisty”. Powinniśmy wspierać tych, którzy działają w naszym imieniu, dając im poczucie, że nie są osamotnieni, że ich wysiłek ma sens. I przede wszystkim musimy przypominać, że każdy ma prawo zabierać głos (niezależnie od tego, czy komuś się to podoba, czy nie).
Działanie w interesie publicznym nie powinno wymagać bohaterstwa ani nadludzkiej odporności psychicznej. A jeśli rzeczywiście wymaga to znak, że jako społeczeństwo mamy lekcję do odrobienia, że nasza wspólnota wymaga wzmocnienia, a obowiązujące prawo – przemyślenia i zmian.
Jaka przyszłość czeka Puszczę Zielonkę i jej obrońców?
Czy naprawdę chcemy żyć w kraju, w którym ludzie walczący o nasze wspólne dobro muszą bronić swoich racji własnej godności? Gdzie za zaangażowanie obywatelskie grożą insynuacje, hejt, nękające działania prawne lub publiczne upokorzenie?
Państwo prawa to nie tylko zbiory przepisów, dyrektyw czy kodeksów. To troska o to, by każdy obywatel mógł mówić, działać i chronić wspólne dobro bez strachu o represje czy poniżenie. To od nas zależy, czy nasze wspólne dobro pozostanie naprawdę wspólne, czy stanie się polem walki dla nielicznych, którzy nie boją się milczeć ani ustępować pod presją.
Organizacje społeczne walczące o dobro Puszczy Zielonki nie poddają się. Możesz łatwo wesprzeć ich działania, podpisując petycję:

